Zapis

- Mam wrażenie jakbym ciągle żył w reakcji. Jakbym był chodzącym schematem. Jakby ciągle odpalały mi się jakieś rzeczy. Mam wrażenie jakbym był tego trochę nadświadomy, przez co to się jeszcze bardziej uwidacznia. To jest tak, że na przykład wchodzę do pokoju i widzę, że moja postawa zmienia się, a ja uciekam...

- W co uciekasz?

- Wyłączam się. Nagle to nie jestem ja.

- A kto?

- Jakiś schemat. Jakaś wyuczona, zupełnie odruchowa reakcja.

- Przeszkadza ci to?

- Tak, bardzo mnie to męczy.

- W jakich sytuacjach to się dzieje? Mógłbyś opisać jedną?

- Najłatwiej mówić mi o tym w kontekście kontaktów z moim tatą. Zwykle gdy gadamy na początku jest OK. do momentu, w którym odpala mi się automat. Przykład: ostatnio mówiłem mu, że chcę zmienić pracę. On nie powiedział co prawda, jaki to jego zdaniem pomysł, ale od razu zaczął mówić o czymś alternatywnym, co jego zdaniem byłoby lepsze. I tak od zawsze. Kiedy byłem mały, uwielbiałem samochody. Powiedziałem mu: "Tato, tato! Jak dorosnę będę mechanikiem samochodowym!".  A on na to, że nie będę, bo to kiepski zawód, bo... i tu zaczynał litanię.

Od kiedy pamiętam, gdy to się dzieje, ja przechodzę na automat, żeby wpasować się w ramy, które on na mnie nakłada. Biorę wszystko, grzecznie przytakuję i nawet nie wpadnie mi do głowy, żeby zapytać siebie, czy to w zgodzie ze mną.

- Jak myślisz, czyich kryteriów używa twój ojciec, narzucając ci te tematy?

- Myślę, ze swoich. I w momencie, gdy on zaczyna narzucać mi swoją ramę, to odruchowo i podświadomie zaczynam dopasowywać się do niej, aby tylko uzyskać akceptację.

- A co możesz zmienić?

- Mogę zmienić tylko, co jest u mnie.  I właśnie jestem tego świadomy.

- Jak możesz utrzymać swój punkt widzenia?

- Wydaje mi się, że przydałoby mi się narzędzie, bym mógł podczas rozmowy złapać głęboki oddech i pomyśleć: „OK. Co on naprawdę do mnie mówi? Z jakiego punktu widzenia?”. I żebym ja mógł w dyskusji i w całej relacji pozostać cały czas sobą i mówić ze swojej intencji. I nie wchodzić w rolę, którą on mi narzuca.

- Zadam ci pytanie od czapy. Powiedz mi, co się dzieje, gdy dostajesz jakąś propozycję? Co to oznacza? Skorzystasz albo nie skorzystasz. Zgadza się?

- Mhm.

- Jest to propozycja.

- Tak.

- Więc: co by się stało, gdybyś te teksty ojca traktował jak propozycje? Nie jako polecenie, tylko jedną z propozycji, z której możesz skorzystać albo nie. I powiedział na przykład: „Rozumiem, że to jest twój pomysł na moje życie. Zobaczę, czy mi to pasuje, czy nie”.

- Wydaje mi się, że jeśli powiem coś takiego automatycznie zrywam naszą relację, którą tu i teraz mamy.

- To jest tylko halucynacja.

- Też mi się tak wydaje. Gdy jestem w pracy też wchodzę w autopilot, ale wtedy wiem, że to jest rola. Problem jest, kiedy zaczyna się moje prawdziwe życie, w którym chcę być w pełni sobą, to trudno mi z tego wyjść. Na rozum wszystko chwytam, ale gdy rozmawiam z kimś przez dwie minuty, od razu zaczynam przytakiwać, robić nerwowe ruchy. I wchodzę w ten autopilot, bo mam przeświadczenie, że jak będę cały czas sobą, mówił swoim tonem głosu, że jeśli będę cały czas w swojej intencji, to sprawi to, że druga strona mnie nie zaakceptuje.

- Bo jesteś uzależniony. Wiesz od czego?

- Od walidacji czyjejś?

- Tak. Większość z nas to ma. W zasadzie wszyscy, bo jako dzieci uzależniają nas od tego. Od akceptacji. Rzecz w tym, żeby się wyrwać z tego uzależnienia. Sama świadomość nic nie daje.

- Właśnie.

- Sama świadomość to pierwszy krok. Świadomość może sprawić, że postawisz sobie pytanie: „Ok, jak to mogę zrobić?” Powiedz mi: jak to możesz zrobić?

- Tutaj właśnie myślałem o bardzo poważnym potraktowaniu praktyki medytacyjnej.

- Świetny pomysł. Co ci to może dać?

- Zidentyfikowanie tych schematów

- W medytacji zidentyfikowanie schematów? Raczej puszczenie, a nie identyfikacja. Bo gdy chcesz zidentyfikować, to o tym intensywnie myślisz. A medytacja nie polega na myśleniu.

- Kiedy za bardzo skupiam się na efektach, patrzę tylko na nie i wtedy wchodzi u mnie nadmierna analiza i sam nie potrafię zejść niżej, w siebie i tę soczewkę trochę oddalić i zobaczyć co to tak naprawdę jest.

- A chcesz się tego nauczyć pozbywać?

- Mhm.

- Bach.

- Tak po prostu?

- Mhm.

- Jednego dnia potrafię tak odpuścić. Jednego dnia mówię sobie: „Odpuść” i nie ma tego. Próbuję sobie przypomnieć jak ja to wtedy zrobiłem.

- Wiesz na czym dowcip polega? Na tym, że energia idzie za uwagą. Im bardziej się na tym skupiasz…

- …tym bardziej to żywię. Czasami ja już po prostu, przez te powtórzenia też, przyjąłem już nawyk nie robienia czegoś, bo może to kogoś urazić.

- A skąd ty to wiesz? Że twoje zachowanie lub jego brak spowoduje taką a nie inną reakcję?

- No na sto procent nie wiem.

- Sprawdź. Będziesz wiedział.

ASERTYWNOŚĆ

- I to mogę odnieść do takich codziennych problemów asertywnościowych?

- Co rozumiesz przez problem asertywnościowy?

- Kiedy ktoś mi daje jakąś propozycję bądź jest jakiś komunikat w moją stronę i nie odpowiadam na to tak, jak naprawdę to czuję, tylko tak, żeby uniknąć presji, którą ktoś może wywrzeć.

- A jak pojmujesz asertywność?

- W moim rozumieniu to jest umiejętność pozostania w swojej intencji, mimo wpływów zewnętrznych, które mogą wywierać presję na mnie.

- Brakuje tej jednej rzeczy, która najczęściej, właśnie dlatego, że jej brakuje, powoduje różnego rodzaju lęki i niepokoje. Asertywność to ochrona własnego terytorium z poszanowaniem drugich osób.

- Czyli wyznaczamy granice.

- Dokładnie. Z poszanowaniem drugich osób. I teraz zobacz: kiedy chronię swoje terytorium i nie szanuję innych osób, są to zachowania agresywne. Kiedy szanuję inne osoby, a nie dbam o swoje terytorium, to są zachowania uległe.

- OK.

- Co stoi na przeszkodzie, żebyś powiedział w rozmowie: „Rozumiem, że tak byś chciał, żebym zrobił. To jest moje życie. Zastanowię się nad tym i podejmę decyzję”? Czy ktoś może się obrazić za twój tekst?

- Myślę, że nie.

- Bo, po pierwsze, dajesz do zrozumienia, że słyszysz tę osobę i że to rozpatrzysz i że podejmiesz decyzję. A nie, że ulegasz natychmiast.

- Tylko wtedy i tak czuję winę w sobie.

- Według kogo jesteś winny? Według jakich kryteriów? Czego jesteś winny? Że jestes nie taki?

- No, nie dostałem cukierka, którego chcę dostać.

- OK., dzisiaj nie dostaniesz cukierka, ale jutro możesz dostać bombonierkę. Ty wybierasz.

- No tak, bo w sumie uginanie się pod innymi, to chwilowa gratyfikacja.

- Lubisz być jak ptak w złotej klatce? Jest to też sposób kontrolowania – dawanie cukierków. Co zrobić, żeby zwierzę przyszło do ciebie, które chcesz upolować? Rozsypujesz mu pokarm. Se będzie dziobać, aż w końcu samo do ciebie przyjdzie. I możesz go złapać. A ty lubisz takie cukiereczki. Wiec zobacz: OK., będę miał cukiereczek, ale mogę mieć 10 kilo cukierków. Może nie dziś, może nie teraz, ale to będą moje cukierki, które sam sobie kupię, moje ulubione, a nie takie, które ktoś mi dał. Czasami tylko ktoś trafi na twój ulubiony.

Czasami potrzebne jest wyćwiczenie tego. No wiadomo, schematy, wzorce, tego typu historie. Ale co to są schematy? W dalszym ciągu stałe zachowania., powtarzane. Im bardziej to ćwiczysz, tym bardziej wyrabiasz sobie nowy, swój wzorzec, swój schemat, a nie narzucony.

- Aż do takiego banału dochodzę, że w sumie mój stan emocjonalny i to czy jestem uśmiechnięty, zależy w każdej chwili od tego, jak ja wybiorę, żeby się czuć. Nawet, jeżeli, powiedzmy, wywalą mnie z pracy.

- Ja ci powiem, że mnie kiedyś wywalili z roboty. To były czasy, kiedy pracowałem w telewizji i współpracowałem z pierwszą w Polsce agencją reklamową. No i powiedzieli mi: „Sorry, albo się zwolnisz, albo cię wypierdolimy, bo nie może tak być”. No wybrałem oczywiście, że sam się zwalniam. Ale byłem zdruzgotany. Przez 3 dni. Po miesiącu facetowi, który mnie zwolnił wysłałem kwiaty: „Dzięki”. Po trzech miesiącach wynajmowałem firmę Telewizja Polska do tego, żeby pracowali dla mnie. I facet, który mnie zwalniał była malutki, skulony, a ja byłem wyprostowany. Mówię: „Słuchaj, potrzebuję to, to i to. Nie masz? Jak to, kurwa, nie masz? Załatw!”

- Faktycznie to jest takie proste. Ale z tymi schemacikami nie jest tak łatwo przeskoczyć od razu do tego wniosku.

- Ale to jest tylko i wyłącznie kwestia tego, na co sobie pozwalasz. Czy wolisz myśleć pozytywnie, czy negatywnie. Jest taka anegdota, jak dwójka bliźniaków dostała pod choinkę prezenty. Jeden otwiera, a tam w prezencie było końskie gówno. Mówi: „Nie no, kurwa, znowu gówno! Nigdy porządnego prezentu nie dostanę”. Drugi dzieciak otwiera - końskie gówno, mówi: „Zajebiście, otwieram hodowlę pieczarek! Mam drugą działkę, on wyrzucił, się nie zna”. To od ciebie zależy jak zinterpretujesz daną szansę. Czy przykładowe zwolnienie z pracy potraktujesz jako porażkę, czy jak rozwój. To od ciebie zależy czy widzisz możliwości, czy ograniczenia. W którą stronę idzie twoja uwaga. A świat jest wokół. Jest jedno i drugie. Ty wybierasz. Czy żyjesz według wzorca: zwolnienie z pracy: „Ja pierdolę, chyba się zabiję, kredyty, nie dam rady”, czy: „Nareszcie mogę się wziąć za coś porządnego. I tak nie lubiłem tej roboty. Całe szczęście. No może przez miesiąc będę miał jakieś trudności, ale dam radę. I zacznę załatwiać sprawy.” Ba, nastawienie młodych ludzi: „W Polsce nie da się zarobić pieniędzy”.  Ja ci mogę pokazać paru milionerów, którzy właśnie dlatego, że w Polsce zrobili ten biznes, zrobili kasiorę. A co myślą Wietnamczycy przyjeżdżając do Polski?

- Że tutaj to dopiero można zarobić pieniądze.

- Dokładnie!

- I otwierają tu bary.

- Co myślą Ukraińcy i Białorusini, jak tu przyjeżdżają? „Kurwa, raj!”. Czy oni widzą inną rzeczywistość? Nie. Widzą dokładnie to samo, tylko inne możliwości. Albo widzisz możliwości, albo ograniczenia. Przykład z Warszawy. Największe sukcesy odnoszą w Warszawie ludzie, którzy przyjeżdżają  z różnych firm z małych miasteczek. Ze wsi.

- Faktycznie tak jest.

- Przyjedzie jakiś z Pcimia Dolnego i się rozwija. Dlaczego?

- Bo dla niego jest tutaj kraina możliwości.

- Dokładnie. A weź takiego, co przyjechał z Wrocławia do Warszawy i mówi: „Kurwa, kicha, się nie da”.  Wiesz, że problemy nie istnieją? Istnieją tylko sytuacje. I daną sytuację nasz umysł interpretuje jako problem albo jako wyzwanie, albo jako dopust boży. To jest interpretacja umysłu.

- No jest.

- Zobacz. Interpretacja umysłu. Z jakimi stanami emocjonalnymi dane słowo skojarzysz. Jak nazwiesz daną sytuację w danym momencie. Możesz to nazywać wyzwaniem, możesz to nazywać problemem. Jak sobie chcesz. Możesz nazwać kłopotem. Ale to jest tylko interpretacja danej sytuacji. Wolę mieć dużo wyzwań niż dużo problemów. Wtedy się czuję naprawdę dobrze. To mnie mobilizuje do działania. A jak mam dużo problemów, to mnie to mobilizuje do kurczenia. Do uciekania.

- Czyli wszystko sie sprowadza do postawienia siebie za tym sterem.

- Dokładnie. Zarządzaj sobą. Zarządzaj swoimi myślami. Bądź ich szefem, wykorzystuj je do pracy, a nie daj się im wykorzystywać. Bo mogą być one spowodowane różnymi wzorcami z przeszłości. Ty decydujesz. Szanse, ograniczenia. Ty decydujesz, jak daną sytuację postrzegasz. Masz taką, a nie inną sytuację z ojcem – jak to postrzegasz: jako problem czy jako wyzwanie? Możesz zastosować jedną z metod. Kurwa, nie zadziałała. Wyzwanie jest jednak wyższe. Zastosuję następną. Po prostu. Albo zadziałało, ale słabo. Potrzebuję poćwiczyć. I ćwiczysz. I z uporem maniaka idziesz sobie do ojca poćwiczyć. Przykładowo. I traktujesz to jako analizę przypadku.

- Bezosobowo.

- Bezosobowo. Najlepszy warsztat masz w kontakcie z ojcem. To jest twoje życie, które przeżywasz. A nie życie ojca, które on chce, żebyś przeżył według jego schematów, oczekiwań i pragnień. Bo pewnie on chce, żeby było dobrze. Żebyś był szczęśliwy. Pewnie tak, no ale „dobrymi intencjami piekło jest wybrukowane”. Często lubię dorzucać: „Chciałem dobrze” – Adolf Hitler.

- No właśnie.

- Wszyscy chcą dobrze. Rzecz w tym, jakich kryteriów używają. Czy ojciec twój kiedykolwiek używał twoich kryteriów? Zapytało o nie? Czy w jakikolwiek sposób je poznał? Nie. On uważa, że ty dysponujesz jego kryteriami, ponieważ jego kryteria dla niego są normalne, a wiadomo: „moje bardziej mojsze”. W związku z tym, skoro ja mam takie kryteria, to jest oczywiste normalne, to wszyscy takie mają. I stąd kupa nieszczęść. Bo nikt nie zapytał o twoje kryteria, jak ty żyjesz. A rolą ojca tak naprawdę jest zapytać się, jak jesteś już dorosły: „Jak chcesz żyć i jak mogę ci w tym pomóc?”.

- OK.

- Co z tego, że on chce dobrze? Ale po swojemu, a nie po twojemu. I to jest ta mała różnica, która robi różnicę. Natomiast uszanuj to, że on chce dobrze. I cię kocha na swój sposób. Tylko że chce dla ciebie dobrze według siebie, a nie według ciebie. Bo tak było kiedyś, jak byłeś malutki. I działało kiedy byłeś mały. Ale już się skończyło. Ty decydujesz kiedy odcinasz przysłowiową pępowinę i wylatujesz z gniazda. I zaczynasz samostanowić. Ok, więzi rodzinne, proszę bardzo, fajnie. Szacunek dla rodziców, jak najbardziej, wszystko super. Ale też własne zdanie. I pamiętaj, asertywność to jest ochrona własnego terytorium z poszanowaniem terytorium drugiej osoby. To jest asertywność. „Bardzo cię kocham, tato, ale, kurde, nie będę cię słuchał, ponieważ mam inne zdanie na ten temat i potrzebuje mieć własne doświadczenia. Szanuję, że mi radzisz, ale zrobię swoje”. Wtedy: szanujesz czyjeś terytorium?

- Tak.

- A swoje?

- Też.

- I tyle.

Jeśli to Cię zainteresowało

i chcesz pójść dalej, to czekam na Ciebie